niedziela, 28 grudnia 2025

Spotkajmy się czyli Turnus Wytchnieniowy na 10

    Mam wrażenie, że dużo dostajemy od życia. Może nie jest to spektakularne bogactwo, wyjątkowy talent, smykałka do biznesu ale takie drobne rzeczy w najbardziej potrzebnym momencie. Długo już mamy autyzm, oklepany się taki zrobił, zwyczajny, codzienny, tak bardzo, że wychodząc na zewnątrz świat wydaje się chaotyczny, dziwny i poplątany tudzież wybitnie nie pasujący. Rano i po południami dominuje " złote, młode pokolenie", bardzo hałaśliwe, wulgarnie, nie szanujące zasad, jakieś takie nieokrzesane i rozbestwione. Kurcze też byłam młoda ale połowa rzeczy które teraz obserwuję nawet nie przyszłaby mi do głowy w realizacji, na dodatek w publicznej przestrzeni. Nie pasujemy do tej grupy. Prze południem autobusy i sklepy wypełnione są starym pokoleniem. I jak codziennie człowiek ma okazję obserwować zachowania społeczne seniorów to przestaje dziwić rozbestwienie młodzieży. Dramat. Wyścigi kto ma gorzej, kogo siatki muszą siedzieć, czy ta mina wystarczy, żeby się nikt nie dosiadł, omawianie na zestawie głośnomówiącym ostatniej  kolonoskopi lub konfliktu z Tą Durną Spod Siódemki. Wzór do naśladowania. Człowiek ma wówczas ochotę pobyć samemu. I mnie się udało. W lipcu wysłałam dokumentację do Fundacji Anny Dymnej " Spotkajmy się". Kameralny ośrodek nad morzem, położony pośrodku niczego, otoczony lasem. Wolny termin 8-14 grudnia, czy mi pasuje? Oczywiście, pobyt nad morzem z opcją opieki nad młodzieńcem pasuje mi w każdym terminie. 
    Przed wyjazdem upewniłam się co do aktualności ustaleń, wpłaciłam 500 zł kaucji, spakowałam dwie torby i reklamówkę makaronu, auto zatankowane i ruszamy. Naiwnie założyłam, że dobrą opcją będzie nocna jazda, bo młody zaśnie w aucie. Skubaniutki oka nie zmrużył a buzia mu się nie zamykała w trakcie tych 7 godzin jazdy. W ten sposób o 6 rano zajechaliśmy pod bramę i nie chcąc sprawiać kłopotu przed 8 zameldowaliśmy nasze przybycie. Otrzymaliśmy klucz od domku numer 1 i na 9 Jan miał stawić się na zajęcia w budynku WTZ. 
    


Wybrał sobie mniejszy pokój, matce zostawiając sofę ( która rozkładała się na wielgachne łózko). Cieplusio, przytulnie, cicho, spokojnie. Posiłki aczkolwiek i gotować było na czym i w czym. Na wyposażeniu ręczniki, kawa, cukier, herbata, mikrofala, indukcja, lodówka, garnki, kubki, sztućce- czyli wszystko co niezbędne. 

  
    

Z ośrodka pieszo kilka km lasem na plażę, albo na szlaki piesze, na wydmy lub po lesie. Szerokie, wygodne ścieżki z miejscami do odpoczynku. 
 

  

Rozkład dnia. 8 -śniadanie pod drzwi. 9-13 zajęcia dla młodego, 13-13.30 obiad i jeżeli wyrażał chęć to zajęcia do 16. A matka? Matka luz, blus i orzeszki. Sądziłam, że już nie będzie mi dane pójść na długi samotny spacer plażą a tu proszę - da się. To było najfajniejszych kilka dni nie tylko w tym roku ale w ciągu ostatnich 14 lat. Ja, szum morza i nikogo w zasięgu wzroku i słuchu. Zaopiekowany i bezpieczny Jan. Totalny brak obowiązków do realizacji, żadnych zadań do wykonania. No dobra nauka ale jak wiecie u nas to nie wygląda jak wszędzie więc te dwie godziny dziennie wieczorem się nie liczą jako przymus. Z Lubiatowa jest 36 minut jazdy autem do Wejherowa a stamtąd pół godziny pociągiem do Trójmiasta. Więc w przedostatni dzień pobytu pojechaliśmy pośmigać środkami transportu publicznego. 



 

Było super. Pomimo braku tv w domku, Biedronki oddalonej o ponad 4 km, braku komunikacji, środku lasu.

    Janek oderwał się od matczynego fartucha, pobył z ludźmi, nawet zrobił reklamę piosenkom siostry ;), okazało się, że lubi gry planszowe, grę w Uno i spodobało mu się łowienie Rybek. Rybki zakupione, Uno przyniósł Mikołaj. 

Z przyziemnych spraw. W pokoju po starszej siostrze powstaje pokój sportowo- rekreacyjny ;) doszedł stół z piłkarzykami i plac do kinekta, nie ma netflixa i you tuba. Trzeba gdzieś wyładować nadmiar zimowej energii.


Połowa egzaminów rocznych za nami. Pomimo dziwacznych pomysłów nie minister edukacji, które skutkują u nas, przerwaniem rutyny i koniecznością opanowania materiału z dwóch przedmiotów niemal równocześnie. Daje młody radę. Większość zadań rozwiązuje sam, przychodzi wówczas, kiedy już naprawdę nie daje rady, lub potrzebuje wyjaśnienia. Prezentacje przygotowuje jak spec. W tym roku ma dodatkową, możliwą formę zdawania egzaminu ale power point to jest to co najbardziej do niego przemawia. Szkoda, że na egzaminach klas 8 nie ma takiej opcji  a ten już za rok. Zatem czeka nas kilkudniowy pobyt w Stolicy lub przy odrobinie szczęścia kilka kursów do Poznania. Wolałabym Poznań ze względów finansowych i czasowych rzecz jasna a jak Warszawę bo egzamin, egzaminem ale metro- mamo- metro. Trzeba zatem ciułać grosz do grosza ;). 
    Z zajęć usprawniających została Janowi Rewalidacja, Tus i Terapia Pedagogiczna. Nadmiar nie jest dobry, przynajmniej dla niego. 
    W wolny czasie uczy się codziennych, drobnych czynności, jak np. starcie żółtego sera. Nie pytajcie o mój stan emocjonalny na widok połączenia Jana, sera i metalowej tarki. Przeżył ale woli kupić już starty ser, bo jednoczesne tarcie i dociskanie sera plus uważność bo ostre nie są jego ulubionym zajęciem. Czemu ściera ser-bo robi domowy zapiekaron czyli sos pomidorowy, makaron i ser żółty zapiekany. W diecie zostały też zaakceptowane: jabłka, mandarynki, winogron i banany. A w zupie smalec jako dodatek tłuszczowy. 
    Poza tym, dużo pobytu na zewnątrz i nagłe zamiłowanie do wycieczek w ostępy leśne, bo tam jak mówi sam zainteresowany- może być sobą i nikt się na niego nie gapi. I tak sobie jedziemy, on biega, podskakuje, wymachuje rękami, podskakuje, gna przed siebie oderwany od realiów a ja wlokę się smętnie z tyłu czekając aż wyładuje nadmiar emocji i miastowego skrępowania normami.  Odpadł nam basen, Jan zniechęcił się, po zapaleniu gardła wynikającego z opicia się chlorowaną wodą. Za to zapałał apetytem na frytki w HO NO TU ( knajpka w pobliskiej Sławie, nad jeziorem).
    Pomału, ale ciągle coś się zmienia i nadal cieszą najdrobniejsze sukcesy i nowe umiejętności. Pięć dni totalnego odpoczynku na 14 lat to nic a jednocześnie bardzo dużo, bo świat wygląda zupełnie inaczej jak się człowiek wyrwie z tego życiowego, zamkniętego kręgu. Może etap szkoły ponadpodstawowej uda nam się przejść stacjonarnie. Mam nadzieję, że tak. Liczę się jednak z opcją kontynuacji ED, bo rekonesans w ofercie edukacyjnej dla dzieciaków jak Jasiek nie wypada zachwycająco. 



































Brak komentarzy: