Wróciliśmy , nieco udało nam się skrócić pobyt ,co mnie niezmiernie ucieszyło .Podsumować czas tych naszych wojaży .A więc w ogólnym rozrachunku nie było źle jeśli chodzi o miejsce w którym można odsapnąć od codzienności .Osobny pokój , w pełnym węzłem sanitarnym , czajnik , żelazko , suszarka , deska do prasowania , pralka (2 zł za pranie ) żadnych kłopotów z zasypianiem co było zaskoczeniem bo w domu to różnie z tym bywa . Jedzenie pomijając kolacje i śniadania oraz wielkość porcji obiadowych znośne chociaż na początku szału nie było a przez cały pobyt dokarmiałam nas we własnym zakresie (piekarnia niedaleko ośrodka oraz kilka sklepów lokalnych ) można też w ramach urozmaicenia pobytu udać się pociągiem do Biedronki w Lublińcu ,Koszęcinie lub Kaletach .Zalecane szczególnie w soboty oraz niedzielę kiedy zostajemy zostawieni samym sobie .Lubliniec jest całkiem spory więc jak ktoś lubi połazić po mieście to jest gdzie .Dostęp do internet na ośrodku jest chociaż mocno ograniczony więc polecam o zatroszczenie się we własnym zakresie jak ktoś potrzebuje .Tv ogolnodostępna na poszczególnych odcinkach im bliżej dyżurki tym sprzęt w lepszym stanie . Można tez podłączyć własny sprzęt w pokoju .Pokój ma połączenie telefoniczne z dyżurką i w razie potrzeby nie trzeba latać i szukać pielęgniarki .O pielęgniarkach niewiele mogę powiedzieć ponieważ przez cały pobyt najzwyczajniej nie było potrzeby korzystania z pomocy zaś tzw obchody były może ze dwa .Minusem i to nie małym był absolutny brak zajęć popołudniowych dla najmłodszych no po za próbami do jasełek i mszami .Bo należy pamiętać ,że pomimo statusu szpitala uzdrowiskowego jest to ośrodek Caritasu a więc obecność zakonnic i oprawy jest wszechobecna .Wybierając się na turnus grudniowy chyba po prostu dokonałam złego wyboru , za dużo kościoła za mało terapii .Niby nikt nikogo nie zmusza do uczestnictwa no ale ... Ja czarna owca nie poczułam wewnętrznej potrzeby siedzenia godziny w przeciągu na holu w którym gwizda lepiej jak na dworcu w Kielcach .ciekawostka to fakt ,że ośrodek posiada na tzw hotelu , piękna nowa kaplicę , która służy za skład rzeczy różnych .No cóż jak kto lubi najwyraźniej.W razie potrzeby spokojnej modlitwy można podejść do kościółka na wiosce zaledwie jedną uliczkę od ośrodka ..
Sklepik na terenie jest , czynny albo nie , trzeba zwracać uwagę na terminy przydatności niektórych rzeczy ale podstawowe rzeczy są .Od 16 sklepik był zamknięty , więc do wyboru był spacer na wioskę albo automat z przekąskami .i kawą(1,5 kawa, czekolada , herbata ) Jest tez sklepik z pamiątkami , w recepcji można kupić znaczki a skrzynka pocztowa znajduje się w budynku .Ludzie zależy jak kto podejdzie do tematu .Większość omijałam , wogóle jak nie ja trzymałam się raczej na dystans .Jakos nie miałam ochoty dostosowywać się do grupy .Czas pozostawania w zamkniętym świecie Jaś i autyzm zrobiły swoje relacje społeczne ucierpiały w stopniu znacznym . Pewnie był to jeden z głównych powodów mojego niezadowolenia z pobytu .Zwyczajnie większość ludzi zwyczajnie mnie wkurzała pewnie z wzajemnością .Ale jak kto ma się zaznajomić to zrobi to szczególnie wtedy kiedy pomimo wszystko będę sobą , bez gierek i dostosowywania .
Terapeutycznie było do kitu , ale ja jestem jak twierdzi mój osobisty mąż rozbestwiona terapeutycznie .I przyznaje mu rację w porównaniu z dotychczasową terapia ta nie wypadła najlepiej .
Sala doświadczania świata -małe, klaustrofobiczne pomieszczenie, mało przedmiotów , fajna pani starająca się zainteresować podopiecznego .
Hipoterapia - brud , smród , zimno .Stajnia w tym samym budynku co zaplecze terapeutyczne .Z powodu braku kadry rodzic prowadzi konia .Konie dawno nie widziały szczotki a dera używana do okrycia konia dawno nie widziała pralki jeśli w ogóle .Poszliśmy na jedne zajęcia i więcej nie poszliśmy no po prostu nie mogłam i już a i na szczęście dla mnie Jasiek nie przejawiał ochoty na konie .
Kąpiele wirowe -15 minut w wannie z bąbelkami coś dla Janka poczuł się w swoim żywiole .Ku mojemu przerażeniu kąpiele działały na szkodnika pobudzająco więc do obiadu wokół mnie szalało małe tornado
Infoterapia -15 minut gier edukacyjnych na komputerach , Jasiek upodobał sobie liczenie kaczek , które liczyliśmy codziennie z równym zaangażowaniem
Logopeda - zero współpracy ze strony Janka z rodzicem czy bez nie był zainteresowany i już .Na pierwszych zajęciach napluł na stolik , na kolejnych wlazł pod biurko .No cóż bywa i tak .Ostatnie zajęcia przegapiłam ale chyba niewiele straciliśmy z tego powodu
Ćwiczenia na sali -30 min niewątpliwe najlepszych zajęć z panią Dominiką .Jasiek potrafił przesiedzieć koło gabinetu półtorej godziny czekając na swoją kolejkę .
Masaż punktowy -ze względu na znaczna nadwrażliwość buzi zwiewał po kilku minutach ale im dalej tym dłużej
Na wypisie mieliśmy jeszcze kinezyterapię i psychologa co mija się z rzeczywistością .
Bardziej niezadowolonym osobnikiem z wyjazdu byłam ja , bo Jasiek nawet bywał zadowolony .Szczególnie jak szliśmy na górkę koło ośrodka .Jest tez plac zabaw ale stan urządzeń jest lekko mówiąc wątpliwy .
Czy wrócimy , na 99% nie .Ale kto wie czy ten jeden procent gdzies na wakacje mi nie odbije i znów się nie wybiorę bogatsza w wiedzę egzystencji w w/w ośrodku i lepiej zaopatrzona
.Co pozytywnego Jasiek się rozgadał , bawi się w udawanie , angażuje inne osoby do zabawy .Śpiewa , gada , myśli , wykonuje coraz bardziej skomplikowane polecenia Najwyraźniej zwolnienie tempa było mu potrzebne .Niewątpliwie odpoczęłam .Pomimo faktu ,że 24 na dobę byłam do dyspozycji Jaśka co było nie lada wyczynem dla nas obojga .
Niewątpliwym minusem ośrodka jest brud .Nie to żebym była przesadnie pedantyczna jednak po szpitalnych warunkach można oczekiwać sterylności .No cóz jak chcesz mieć czysto to sobie zabierz podstawowe środki czystości .minus to również remont prowadzony najwyraźniej bez jakiegokolwiek planu i zwrócenia uwagi na pensjonariuszy .
Dojście do głównego budynku i taszczenie plecaka pełnego potrzebnych rzeczy kolejny minus szczególnie w zimie i przy braku możliwości zostawienia dziecka chociażby na moment ,no chyba ,że innemu rodzicowi .Co w przypadku Jaśka nie wchodziło absolutnie w rachubę
Czyli nie było żle ale cieszę się ,że się skończyło .Od dwóch dni staram się okiełznać sajgon poczyniony przez dwa pozostawione samopas osobniki i przygotować w międzyczasie świąteczne delicje .Daję rade na razie przynajmniej póki jeszcze trwam w euforii powrotu do mojje sprawdzonej rutynowej codzienności .
Najlepsze chwile po powrocie wyjazd samochodem .Po miesiącu bez auta po prostu cudnie było znów usiąść za kółkiem .
Polecam jako miejsce na tanie wakacje nie polecam jako rehabilitacji .Co nie zmienia mojego postanowienia żeby raz w roku pojechać z Jankiem na jakiś turnus niekoniecznie do Rusinowic ale ponoć są gorsze ośrodki .Więc wszystko przed nami .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz